Przejdź do głównej zawartości
Od kilku miesięcy boli mnie z prawej strony brzuch.  Boli, kiedy mąż kładzie mi głowę na kolanach. Kiedy podnoszę dziecko. Kiedy próbuję się kochać. Gdy leżę na prawym boku. Kiedy się schylam. Ten złośliwy banał bardzo utrudnia życie.

Dziś przed pójściem na spacer z Lilką wzięłam tramal. Niestety, i tak mnie dopadło. Doszłyśmy w nasze ulubione miejsce  - do padoku z końmi, a potem do zagród w lesie. Konie stały w szałasach, wystawiały łby, skubały sianko. Stajenny dosypywał im świeżej marchwi do koszyków. Wzięłam Lilkę na ręce, żeby lepiej widziała i wtedy się zaczęło. Ból eksplodował. Próbowałam odłożyć małą do wózka, ale nie mogłam trafić do śpiworka. Miałam ułamek sekundy, więc rzuciłam ją na pokrowiec i zgięłam się wpół, próbując wytrzymać atak. A potem kilka następnych. Kiedy się pozbierałam, ruszyłyśmy do domu. Na szczęście ból opadł do bardziej akcetpowalnych rejestrów.

Badania krwi, moczu, enzymów są w porządku. Jelitowe sprawy? Zrosty po cesarce? CA 125  wzorcowe. Szefowa oddziału w Instytucie Reumatologii powiedziała mi kiedyś, że moja choroba  zaczyna się w jelitach. Jednak nie było dowodów. Detektywistyczne śledztwo w jelicie grubym nie dało żadnych odpowiedzi. Niedawno dowiedziałam się o istnieniu enteroskopii. Futurystycznej kapsułki, którą się połyka lub baloników, którymi się rozpycha tą cieńszą część jelit. Niestety  jest droga i słabo dostępna. Na razie czekam na usg, choć nie wierzę, że coś przyniesie. Mój organizm uwielbia płatać mi figle. Pocieszam się, że pewnie to jednak te zrosty, zwykła rzecz po cesarce, bolesna ale raczej nieszkodliwa.

CC to zawsze wybór między większym a mniejszym złem. W moim wypadku te zrosty są mniejszym złem - po CC nie wiadomo na ile bym była w stanie chodzić. W czasie ciąży zaczęła mi pękać chrząstka. Nic przyjemnego. Dzięki CC uniknęłam jej kompletnego rozejścia i wielomiesięcznej rehabilitacji, za to być może nabawiłam się paru klipsów w brzuchu uwierających mnie tu i ówdzie.



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Podpełzła stylem mieszanym do barku na kółkach i sięgnęła dłonią na półpiętro po najbliższą pozycję. Potem spokojnie zajęła się lekturą, przewracając samodzielnie kartki. Zaczynałyśmy od urodzenia od "Kart kontrastowych na sznureczku do pokazywania" oraz serii "Oczami maluszka" i "Książeczki kontrastowe" Wydawnictwa Wilga. Córka nie bardzo wiedziała o co chodzi, ale podobały jej się czarno-białe obrazki i mama opowiadająca, co tam widać. Potem Lilka dostała od cioci "Książeczkę do łóżeczka" Mam's carf. Trochę się bała szelestów, za to podobał jej się aksamit, sznureczki i kolorowe metki. Z czasem zaczęła się również przyglądać kształtom: ślimaczka, motylka, łódki. Doszło macanie i uderzanie łapkami, ślinienie, próbowanie - synestezja, poznanie wielozmysłowe. Obecnie obowiązkową lekturą jest "Miś słucha" (Wydawnictwo Tatarak, Autorzy Bill Martin i Eric Carle, przedział wiekowy +2). Oglądamy razem piękne kolorowe zwierzaki, a mama...
Ale co cię boli, pytają znajomi. Stawy - odpowiadam półgębkiem, nie chcąc przedstawiać całej listy bolączek. - To może ci przynieść maść, mam taką jedną, świetnie działa. - Tak, najlepiej od razu tonę poproszę, bo tych stawów jest trochę dużo. Podziękowałam też grzecznie za bioenergoterapeutę i medycynę tybetańską. Dobra, przyznam się, do Tybetańczyków przez grzeczność pojechałam. Zioła w kulkach wrzuciłam do szuflady, ale olejek do masażu jest boski i mój mąż uwielbia, kiedy mu go wcieram w krzyż. Mam też całą półkę ziółek z apteki. A także kilka suplementów, które na pewno by mnie postawiły na nogi. Niestety, reumatyzm to  nie choroba stawów, tylko układu immunologicznego, który atakuje tkankę łączną. To pech, bo tkanka łączna jest wszędzie. Wyobraźcie sobie las, w którym tu i ówdzie zapala się poszycie. Na początku nie dzieje się nic, jednak w pewnym momencie staje się tak sucho, że pożar jest już nie do opanowania. Drzewa trzaskają, gałęzie lecą. Czyli tłumacząc na nasze, ...
Mija miesiąc odkąd odstawiłam dziecko od piersi. Moja maleńka córeczka coraz większa i coraz doroślejsza. Przytula się do mnie już nie jak E.T. ale jak prawdziwe dziecko. Nie pamięta szczegółów karmienia, dekolt  z niczym wyjątkowym jej się nie kojarzy, za to nadzwyczaj podniecają ją broda i nos. Z upodobaniem próbuje je ssać, przy okazji wbijając mi w skórę pokaźny garnitur  (sześć!) zębów, ostrych jak kolce tarniny. Dobrze, że żyjemy na krańcu miasta, pod lasem, gdzie nikt nie pyta o zadrapania i miłosne ugryzienia na twarzy. Na co dzień spotykamy tylko sąsiada zza siaty, eleganckiego wdowca pana W., kontemplacyjnie sunącego na spacer z kijkami albo niechlujnego pana B., który od śmierci matki już regularnie kursuje po piwo. Tęsknię czasami za tą aksamitną bliskością, którą czułam, gdy leżała skubiąc mnie delikatnie swoim pyszczkiem, jak glonojad szybkę akwarium. Karmienie miało cudowną właściwość odsuwania trosk. Teraz, kiedy się skończyło, muszę  sama aktywnie spych...